• urodziny
    blog

    Czym są marzenia?

    Cześć, może się znamy, a może jeszcze nie, wiec po krótce opowiem Ci o sobie. Dziś są moje urodziny, to dla mnie zawsze czas na przemyślenia. W tym roku wyjątkowo dużo miałam materiału do rozważań. Lata temu gdy życie przyniosło mi więcej niż śmiałam marzyć i do naszej trzyletniej wtedy córeczki, dołączyło dwóch urwisów, moje marzenia przeszły pewna metamorfozę. Od tamtej pory cały czas uczę się je definiować na nowo.

    Na samym początku tej drogi porzuciłam perspektywiczną pracę w korporacji i założyłam swoją firmę – sprzedawałam dzieło swoich rąk – rękodzieło. Czułam się bezpiecznie, pomimo tego, że czasu na pracę miałam niewiele i bardzo mało zawodowych planów udało mi się zrealizować. Żyłam zgodnie ze swoimi  wartościami i priorytetami. Do działalności wiecznie dopłacaliśmy – czyli zamiast biznesu – miałam kosztowne hobby (w obecnym świecie samych sukcesów chyba nie powinnam o tym pisać), ale był to mój wybór i świadoma decyzja. Często moje koleżanki miały poczucie, że „siedzenie w domu z dziećmi” coś im zabiera… A ja byłam szczerze zadowolona, moje ambicje wtedy były mniej ważne. Opowiem Wam pewną historię którą oczyma wyobraźni przywołuję – często do mnie wraca. W czasach studenckich siedzimy z współlokatorami w kuchni w Anglii na Erasmusie i rozmawiamy o marzeniach, planach na przyszłość , gdy przychodzi moja kolej odpowiadam ” ja chcę być “kurą domową” wzorem bohaterki mojej ulubionej serii książek z młodości (nadal do nich wracam) Ani Shirley” Mój kolega wtedy się zaśmiał ” Serio? Ty? Tyle robisz różnych rzeczy teraz – studia zagraniczne, staże w korporacjach, wymiany i praktyki – po co Ci to zatem?” Trudne było to pytanie, ale wtedy bardzo chciałam dużo robić, wiedząc, że gdzieś indziej jest cel, ale zobaczymy jak życie się potoczy i nigdy nie wiadomo co mi się w życiu przyda – na przykład dyplom inżyniera od logistyki jest super przydatny w mojej codzienności 😉 Naprawdę.

    Przyszedł moment, gdy moje dzieciaki podrosły, zaczęły mieć swoje życie i niekoniecznie potrzebowały mnie tak często jak dotychczas. Zaczęłam mieć czas i wtedy okazało się, że przestałam mieć wymówki by nie podejmować wyzwań i zauważyłam, że firma nie rozwijała się nie tylko przez brak czasu czy możliwości, tylko przez moje wewnętrzne strachy. Przyszła wiosna 2020 i znowu nasze życie się zmieniło, jak większości z Was. Dzieciaki spędziły miesiące w domu na zdalnej nauce, znowu byłam potrzebna, przydatna. Po raz kolejny odłożyłam „na potem” realizację swoich planów.

    Wnioski, które znalazłam wtedy w sobie są niewygodne i bolesne – musiałam sama przed sobą przyznać, że lata sabotowałam samą siebie w tematach zawodowych. Od kilku miesięcy szukam rozwiązań, definiuję od początku swoje potrzeby i plany – swoje marzenia. Szukam w sobie odwagi, by sięgnąć po ich realizację. Są dni, że odważnie umiem mówić o nich, a są takie, gdy nie mam odwagi o nich nawet myśleć… Jednym z marzeń, które od zawsze przekładałam „na kiedyś” był swój własny sklep internetowy. Parę razy zabierałam się za stworzenie tego miejsca, zawsze tchórzyłam, zawsze było coś nie tak, zawsze niewystarczająco byłam zadowolona. Bałam się… Teraz postanowiłam to zrobić, mimo tego strachu, który we mnie mieszka. Sklep jest niedoskonały, nie do końca taki o jakim marzę, ale uczę się, że zawsze mogę go poprawić, że wszystko co robię nie musi być od razu idealne. Uczę się że marzenia mogą być niedoskonałe, małe, skrojone na miarę tego co jest tu i teraz, że można je modyfikować, że mogą być drogowskazem, pomagać wyznaczać cele… Tymczasem – mam sklep- prosty, skromny ale mój własny. Zapraszam Was w tę podróż ze mną… Zobaczymy gdzie tym razem zawędruję…

    PS. Mężu mój – bardzo Ci dziękuję za to, że zawsze stoisz obok mnie i wtedy gdy sama nie umiem, pomagasz mi odnajdować siły, by iść dalej… Te ostatnie dni były trudne i długie, ale z Twoim wsparciem (nie tylko tym technicznym) ogarnęłam 😛